2022-2025 / dom w lesie

Zaprojektowaliśmy horyzontalny dom jednorodzinny. Dom jest parterowy, niepodpiwniczony, rozciągający się przez całą szerokość działki położonej w lesie. Dom dla rodziny z uciekającymi (i wracającymi okazyjnie) dziećmi zawsze jest dylematem funkcjonalnym. Bo, albo szczodry rodzic zaplanuje pokoje dla swoich dzieci, których spektrum zainteresowania jest już poza rodzinnym ogniskiem, albo twardą ręką odetnie pępowinę i postanowi, że nie będzie ogrzewał pustej przestrzenni dla niewdzięcznika, który ma problem, żeby zadzwonić z życzeniami świątecznymi. Tutaj wychodzi na pierwszy plan prawdziwa kondycja relacji rodzinnych. W naszym przypadku relacje są silne, dzieci kochane i dwa pokoje w stylu hotelowym niestety będą musiały być ogrzewane po wieki. Na szczęście dom będzie pasywny więc poza energią czerpaną, ze słońca tudzież z matki ziemi, nie zostanie zużyta kropla rosyjskiego, arabskiego czy norweskiego gazu. Także będzie to ekodom, zgodnie z poszanowaniem unijnych praw moralnych i otaczających okoliczności przyrody.

Dom otwiera się na rosnący na działce lasek, stara się wkomponować w istniejący drzewostan, aczkolwiek jak to zwykle bywa, to legendarne „poszanowanie zieleni”, ma tyle wspólnego z szacunkiem co samochody elektryczne z ekologią. Po prostu, tam gdzie jest dom, drzew nie ma, takie są odwieczne prawa budownictwa.

Tak czy inaczej, budynek jest prosty, przeszklony, modernistyczny w swoim duchu i dopasowany do potrzeb Inwestora, w każdym calu. Staramy się w pracowni przede wszystkim projektować budynki dla klienta, niekoniecznie forsując własne artystyczne idee. W naszej ocenie nie ma nic ciekawszego niż autorskie pomysły ludzi, którzy budują dom dla siebie. Sama różnorodność potrzeb w zależności od człowieka jest pewnego rodzaju sztuką, która daje takie poczucie różnorodności, że zaskakuje nas samych.

Jak wspomnieliśmy kreatywność inwestorów nas zaskakuje i jedną z wytycznych było zaprojektowanie budynku, który będzie można zrealizować w dwóch etapach. Pierwsza – mniejsza połowa ma być docelowo częścią rekreacyjno-gościnną, a druga – większa połowa będzie docelowo częścią dzienną z przestronną salono-kuchnią. Projektowaliśmy jak inwestor prosił, ciągle przekonując, że budowa na dwa etapy jest jak przeżywanie tej samej traumy dwukrotnie. Jak słuchanie hymnu Górniakowej dwa razy, jak dwukrotna lektura Alchemika Paolo Coelho… (przykładów można mnożyć). Raz można z ciekawości, no i… bo śmiesznie, ale dwa razy to już uszy bolą, oczy krwawią, a wrażliwa dusza płacze.  Inwestor tak postanowił. Tak zrobiliśmy, bo w sumie przecież zawsze może te dwa etapy zbudować od razu. Nasze sprawne rączki projektowe wymyśliły taki układ, który w zasadzie w ogóle nie jest wymuszony przez tę dziwną wytyczną, więc z tego punktu widzenia nie widzieliśmy problemu.

Widzieliśmy za to problem w dwukrotnym zapraszaniu ekipy budowlanej na tą samą działkę, z przerwą, dajmy na to dwuletnią. Ileż to generuje potencjalnych niebezpieczeństw. Po pierwsze ekipa zazwyczaj nie jest już ta sama, po dwóch latach. Bo już pomijając fakt, że bardzo prawdopodobne, że potencjalna firma wykonawcza dajmy, na to Józ-Bud, dwa lata wcześniej zatrudniała samych Kazachów, a w tym sezonie są to głownie Ukraińcy, to gorsze może być to, że tym razem będzie to firma Mar-Bud, której szef przejedzie się po jakości wykonania pierwszego etapu swojego konkurenta jak Nigel Farage po Tusku podczas inauguracji tegoż drugiego jako prezydenta Unii. Nie mówiąc już o eksterminacji wyrosłych już rabat z piwoniami zadomowionej już na działce pani Inwestor. Niestety z budową domu jest właśnie tak. Z tego procesu człowiek wychodzi już inny. Absolutnie nie jesteśmy zwolennikami powiedzenia „pierwszy dom buduje się dla wroga…”, przeciwnie, drugi dom i każdy kolejny też się buduje dla wroga, no chyba, że budujemy ten sam dom po raz trzeci, eliminując przy każdym kolejnym, błędy, które wyszły w tracie wcześniejszych realizacji. Tyle, że jak ktoś buduje kolejny dom, to on zawsze jest zupełnie inny, bo już się ten pierwszy znudził, albo jest zupełnie nieudany.

Z tego punktu widzenia, każdy dom indywidualny jest prototypem, który jak to prototyp, zawsze zawiera jakieś błędy. To nieuniknione, te błędy można przypudrować, ale nie da się ich wyeliminować podczas procesu projektowego i każdy projektant, który twierdzi, że projekt indywidualny jest taki wspaniały, bo jest przemyślany – po prostu kłamie w żywe oczy. Prawda jest taka, że projektant, który potrafi zaprojektować dom indywidualny, a są tacy (np. my), ma zazwyczaj za mało czasu, żeby tak wszystko przemyśleć wspaniale, a ci co mają czas, niestety nie potrafią dobrze projektować. Dlatego zawsze przekonujemy Inwestorów, że projekty katalogowe nie są takie złe, bo ktoś już taki zrealizował i można nawet jechać i zobaczyć to cudo. To pierwszy etap rozmowy z Inwestorem w naszej pracowni, najwytrwalsi podpisują z nami umowę na projekt indywidualny.

Powstał projekt w sumie przemyślany i spełniający wszelkie wytyczne Inwestora, który jednocześnie nam się podoba.