Od lat pracujemy nad projektem zabudowy kwartałowej w Bydgoszczy. Temat istotny dla nas z uwagi na lokalizację i prestiż, dla dewelopera z uwagi na jakość i zysk, dla miasta z uwagi na miejsce i historię. Właśnie kończy się realizacja pierwszego, symbolicznego, patrząc na skalę całego przedsięwzięcia, etapu; drugi etap bowiem to cały kwartał, który dopiero ma zrobić wrażenie. Jednak przy temacie zwanego roboczo przez nas „małego Floriana” zatrzymamy się na chwilę, ponieważ wiąże się z nim ciekawa anegdota.
Otóż na etapie uzyskiwania pozwolenia na budowę okazało się, że temat musi uzyskać pozytywną opinię Miejskiej Komisji Urbanistycznej, o której istnieniu de facto nie mieliśmy bladego pojęcia. Pandemia. Spotkania online z zespołem, rozrzuconych po Bydgoszczy, specjalistów przed laptopami, wyglądał trochę jak rozmowa o pracę, tudzież przesłuchanie drobnego rzezimieszka. Komisja składa się z grona zacnych specjalistów z zakresu architektury, urbanistyki i konserwacji, w gruncie rzeczy bardzo rzeczowa i konstruktywna grupa ludzi, którzy faktycznie starają się zapobiec złym rozwiązaniom architektoniczno – urbanistycznym w swoim mieście. Stąd też spore zdumienie wzbudziła we mnie sugestia jednego z członków komisji, o tym, że powinniśmy nawiązać architektonicznie naszym obiektem do budynku sąsiadującego, zbudowanego chwilę wcześniej. Problem polegał na tym, że ów budynek w naszej ocenie jest po prostu zły. Jest źle zaprojektowany, przeskalowany, niczym nie nawiązujący do charakteru ulicy, jest też, jak się później okazało, w kilku kwestiach niezgodny z przepisami techniczno-budowlanymi, ale nie nam oceniać. Im oceniać, tejże Komisji, oni ocenili sąsiada jako wzór. Notabene, okazało się później, że wspomniany sąsiad, dziwnym trafem, nie był przez Komisję weryfikowany (można? można) i mimo to uzyskał pozwolenie na budowę. Ale, nie nam oceniać.
Postanowiliśmy inaczej, wyraźnie to werbalizując podczas naszych spotkań. Postanowiliśmy nie nawiązywać do sąsiada z uwagi na naszą subiektywną ocenę jakości tamtych rozwiązań architektonicznych. Postanowiliśmy, że fakt iż sąsiad jest po prostu brzydki, nie jest dla nas wystarczającym argumentem, żeby kontynuować tę myśl projektową. Postanowiliśmy, że jeśli nasza mała narożnikowa kamieniczka jest częścią większego zespołu zabudowy kwartałowej, która będzie realizowana po drugiej stronie ulicy, to tamta architektura jest dla nas ważniejsza, i to nie tylko dlatego że jest nasza, ale na przykład dlatego, że jest tam zlokalizowana między innymi kamienica rewitalizowana, o stosunkowo wysokich walorach architektonicznych. Dziś możemy oglądać kończącą się realizację naszej małej narożnikowej kamieniczki.
I faktycznie nie pasuje, faktycznie wygląda jak niższy dziwny kuzyn sąsiada, który w zasadzie jest przylepiony jedną ścianą. Lecz, powiedzmy sobie szczerze, co by tam pasowało? Dziś też widać, że jednak sąsiad wygląda po prostu źle. Bez dyskusji.
Żeby szczególnie nie drażnić gustów naszych czytelników, nie pokażemy zdjęcia na którym widać sąsiada 🙂
Share your thoughts